Odwagi! Odwagi! Dzieci  to nie gwoździe. Ichtis.info

Dziś: czwartek, 16 sierpnia 2018
Imieniny: Nora, Joachim, Roch

  • Co będzie - aktualności
  • kontakt

Odwagi! Odwagi! Dzieci to nie gwoździe.
Witam Was serdecznie! Mam na imię Alicja i zaproponowano mi, abym podzieliła się z Wami moją pewną życiową przygodą, która nadal trwa i nabiera coraz żywszego tępa. Dla mnie jest to przygoda dlatego, że w ciągu kilku miesięcy doświadczyłam wielu niesamowitych sytuacji, gorących przyjaźni, a w moje serce wlało się morze cierpliwości i chęci.
Wszystko zaczęło się tego lata (2006 roku) w lipcu. Jak wiecie przy naszej parafii organizowane są od 8 lat półkolonie dla dzieci niepełnosprawnych. Ja dowiedziałam się o tym w tym roku i ze zwyczajnej ciekawości zaczęłam wypytywać o charakter i dotychczasowy przebieg tych dwóch tygodni z dziećmi na naszym Wzgórzu, natomiast jak to się stało, że wyszła ode mnie propozycja wolontariatu to już Wam dokładnie nie powiem, bo ja po prostu otworzyłam usta i zaproponowałam pomoc, choć chyba do końca nie byłam świadoma na co się porywam. To znaczy ja zaproponowałam sprzątanie, bo sprzątać akurat lubię i naprawdę nie spodziewałam się, że w efekcie spędzę 2 tygodnie z Dziećmi, które okażą się dla mnie chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym..

            Chcę dodać, że nigdy wcześniej nie miałam styczności z dziećmi upośledzonymi, jednak kiedy weszłam do świetlicy poczułam niesamowity spokój i radość tak wewnętrznie, że ten pierwszy dzień półkolonii jest w mych wspomnieniach tak jak nowe narodziny! Dni mijały, ja coraz lepiej poznawałam kolejnych kolonistów. Poznawałam ich ruchy i mowę, żarty i zły nastrój, potrzebę zabawy, odpoczynku i miłości.

 

            Każdego ranka zrywała mnie z łóżka dziwna siła, biegłam, stawałam w drzwiach świetlicy i czułam jak raz po raz każde dziecko wita mnie okrzykiem, uściskiem, czułam, że ten kolejny dzień zaczyna życie na nowo, bez ciężaru dnia wczorajszego.

 

            Nie raz było bardzo zabawnie, szybko nauczyłam się, że kiedy dzieci nic nie robią - robią głupstwa. Najprzyjemniej było podczas posiłków, kiedy całą „rodziną" siadaliśmy przy stole. Och jak te dzieci jedzą!! całym sobą J ale to takie miłe kiedy prosiły o dokładkę i z umorusaną buzią głaskały się po brzuszku! Bywało agresywnie tzn. czasem dzieci były niespokojne, ale kto przebywa z dziećmi wie, że żaden nasz czyn nie pozostaje u nich bez oddźwięku, i uwierzcie, że te wspaniałe panie, które tam pracowały robiły wszystko, by zachować spokój i pomóc dziecku wyjść z jakiejś stresującej sytuacji.

 

 
 

            Wyjazdy nad jezioro, zabawy na boisku, wspólne prace plastyczne, tańce, śpiewy - każda chwila tak cenna i oczekiwana przez te dzieci... Pamiętam jak pewnego dnia przyjechała do nas pani, która przeprowadziła z dziećmi kurs pierwszej pomocy. W życiu nie widziałam tak wielkiego zaangażowania ze strony słuchaczy! Te dzieci całym ciałem przeżywały każdą opisywaną sytuację. Uczyły się robić sztuczne oddychanie, każde z nich z wielką troską obchodziło się z tym biednym manekinem cisnąc go i pompując J One się naprawdę nauczyły jak pomagać koledze, kiedy zemdleje, jak zareagować, gdy którejś koleżance będzie lecieć krew z nosa. Wiem, że będą sobie nawzajem pomagać, ile tylko będą miały siły.

 

            Półkolonie się skończyły łzy, kwiaty, podziękowania heh baby tak mają, że się rozczulają.

 

            Ale nieprawda! Nic się nie skończyło! 2 dni później dostałam telefon.. Mam jechać na onkologię dziecięcą. Leży 12-sto letnie Słoneczko jest smutna i samotna. Po chwili namysłu odpowiadam, że jadę. Znów nie moja decyzja. Znów nie wiem, co dalej? Nie mam pojęcia o chemioterapii, nowotworach, dziecięcym cierpieniu.

 

            Kupiłam Słoneczku miśka. Trafiłam! Akurat miała urodziny J Słoneczko jest cudowna. Jest przede wszystkim bardzo otwartym i wesołym dzieckiem. Ma raka kręgosłupa. Dziś jest po 7 chemii, ma wiele marzeń.

 

            Czasem źle się czuje, czasem płacze, czasem mnie pyta „Alu, dlaczego ja jestem chora, dlaczego Bóg wymyślił taką chorobę.." Czasem nie umiem odpowiedzieć. Nieraz pozwalam się jej po prostu wypłakać.

 

            Czasem jak wrócę do domu i myślę o niej to ja też płaczę. Płaczę, bo też nie rozumiem, ale nigdy nie zwątpiłam w to, że wyzdrowieje. Słoneczko ma 9-ro rodzeństwa mieszkają 100 kilometrów od Szczecina, rodzice z oczywistych powodów nie bywają u niej często. Słonko ma ukończone tylko 3 klasy podstawowe, resztę spędziła w szpitalu. Docent powiedział, że odkąd przychodzę do niej zaczęła jeść, śmiać się, pracować z lekarzami zaczęła walczyć. Tak sobie myślę, że „Dzieci mają tylko żyć, a dorośli tylko walczyć". Tam na oddziale jest inaczej.

 

            Zaczęłam poznawać kolejne dzieci.                                             

 

            * Gwiazdeczka ma 5 lat. Ma raka przy śledzionie i przerzuty do kości. Niedawno wróciła z Bydgoszczy z radioterapii. Jej stan był przez moment krytyczny. Dziś czuję się lepiej. Uwielbia się śmiać i bawić, świetnie jej idzie nauka angielskiego. Ma wspaniałych rodziców. Są przy niej.

 

            * Bąbel nie ma rodziców przy sobie, zostawili go. Ten dziesięciomiesięczny maluch nieraz ma zaropiałe oczka od płaczu. Chciałby mamę, która go przytuli, pocałuje tam gdzie boli. Bąbel nie mówi, nie rozwija się prawidłowo. Długo czekałam na dzień, w którym się do mnie uśmiechnie. Pewnego dnia to zrobił.

 

            * 15-sto letni Bokser i pływak ma raka mózgu, nie do zoperowania, szukamy teraz naświetlania za granicą. Ponoć są lepsze.  Dzieci jest bardzo dużo. Bardzo, bardzo dużo. Leżą miesiącami na oddziale Unii Lubelskiej. Nie chodzą do szkoły. Nudzą się. Cierpią.

Mam dni, kiedy nie mam siły tam jechać może dlatego, że nie mam siły tam być sama?

„Mądrość ludzi jest szaleństwem w oczach Boga. Jeśli posłuchamy głosu dziecka, które mieszka w naszej duszy, oczy nasze znowu nabiorą blasku." Nawiązując do cytatu Paulo Coelho polecam Wam „zabawę" w dziecko. Polecam Wam to oczekiwanie na cud, który jest najukochańszym dzieckiem wiary. Zachęcam Was poprzez słowa Ojca Świętego Jana Pawła
II: „Zarówno gdy chodzi o projekty na małą skalę, jak i o wielkie przedsięwzięcia, wolontariat w każdym przypadku powinien być szkołą życia, zwłaszcza dla ludzi młodych, przyczyniając się do ich wychowania w kulturze solidarności i otwartości, w gotowości do dania daru z siebie."

„Cóż takiego skłania wolontariusza do poświęcenia swego życia dla innych? Przede wszystkim naturalny odruch serca, który przynagla każdego człowieka do pomocy drugiemu - swemu bliźniemu. Jest to bez mała «prawo istnienia». Wolontariusz, gdy bezinteresownie może dać innym coś z siebie, doświadcza radości, która przewyższa to, czego dokonał."

To przesłanie Papieża na zakończenie Międzynarodowego Roku Wolontariatu.

Trochę to w chaosie Wam opowiadam, ale ta moja przygoda taka jest szybka i nie do końca poukładana. Zapomniałam też dodać, że dzięki pracy jako wolontariusz dostałam pracę jako opiekunka do dziecka, i wychowawca na kolejnych półkoloniach na Wzgórzu.

Szukajcie wokół siebie tych, którzy Was potrzebują
Trzymam kciuki :*
 
 
Ala


liczba odsłon: 2689 | dodano: 2007-11-11 17:26:52

Komentarze

Dodaj swój komentarz

Dobre strony


Warning: mysql_result() [function.mysql-result]: Unable to jump to row 15 on MySQL result index 44 in /includes/footer.inc.php on line 415

www.hli.org.pl - Human Life International Polska. Prolife news.

www.rekolekcje.info - Rekolekcje z franciszkanami w Białym Dunajcu

www.milujciesie.org.pl - dobra księgarnia, nie tylko dla młodych, i do tego niedroga :) a oprócz książek także koszulki

www.katecheza.info - katecheza wirtualna

Blog eremicki

www.pustelnica.pl/ - blog eremitki 

Fotogalerie

ADM 2018 - Widowisko teatralne

 Na zakończenie drugiego dnia Archi...

ADM 2018 - Wieczór chwały - adoracja i uwielbienie

W kościele pw. św. Katarzyny, od godziny...

ADM 2018 - Marsz Biało Czerwony

Z okazji Święta Flagi, które przy...

blog ichtis

Facebook

Warning: mysql_close(): supplied argument is not a valid MySQL-Link resource in /index.php on line 1060